Narazie krótko.
Byliśmy z Alink. nad Bugiem (tu nieco więcej informacji). Oczywiście z rowerkami: Batavus i Ranger z Lublina do Chełma pociągiem, dalej wiadomo. Nie będe się rozwodzić nad samą pracą i przyjemnościami, ja tu w zasadzie tylko o jednym opowiem ;) O powrocie.
startowaliśmy z Kosynia gdzie spędziliśmy ostatnią noc w chatce mojego kolegi. A jako że mamy problemy z wczesnorannymi wyjazdami, wyjechaliśmy po 16:30. Efekt tego był taki, że po przejechaniu 43 km z jedną tylko króciutką przerwą na zabranie faktury ze sklepu w Woli Uhruskiej, "wpadliśmy" na opuszczony szlaban przy stacji kolejowej Chełm miasto, bo oto już wieżdżał nasz ostatni pociąg do Lublina. Szlaban w górę, my w ostatniej chwili do pociągu. Ufff... (no, jeszcze tylko wrzucić te obładowane rowery z niskiego peronu. Niezły maraton :) Polecam! Alinka raczej nie poleca ;)


