Czy Wy to czytaliście ?

"wrobike" wybór roweru

He,he,he. Takie coś mógł napisać tylko człowiek, który nigdy nie popróbował dłużej jeździć na "Holendrze". Wszystko to co możemy tutaj przeczytać to takie opinie z góry zniechęconego obserwatora ale zapewne nie "praktyka". Sam osobiście pierwszy raz zacząłem jeździć na "holendrze" w 95 roku w samej Holandii. Kupiłem go w pośpiechu w komisie, biorąc w zasadzie to co akurat było i dodatkowo było tanie. Niestety nie pamiętam już marki tego roweru, pamiętam tylko, że był dość mocno obity i miał naklejkę w kolorach holenderskiej flagi. To było również pierwsze moje zetknięcie z przerzutkami w piaście, które mnie zachwyciły. Opony były tak sparciałe, że przez cały pobyt bałem się, że pękną. Ale nic z tych rzeczy. Przejechałem na tym rowerze spory kawałek Holandii, jeździłem do pracy po 18 km dziennie w jedną stronę wzdłuż wydm po górkach, co w Holandii raczej jest rzadkością. I co? I nic! Rower spisywał się fantastycznie, a musiał mieć przynajmniej ze 20 lat i nie był oszczędzany, wszystko działało bez zarzutu, można powiedzieć zgrzytu :)Tak naprawdę jazda na tym rowerze była jedną z rzeczy która przez lata bardzo dobrze kojarzyła mi sie z Holandią. Kiedy miałem wracać nie mogąc zabrać roweru na prawdę było mi żal :)Moi przyjaciele którzy mieli możliwość i też pierwszy raz zetknęli się z "holendrami" próbowali przynajmniej wykręcać koła z przerzutkami w piaście i linki, zabierać je do bagażnika i potem dopasować do jakiegoś roweru w Polsce :)
Potem już w Polsce jeździłem na wielu rowerach zarówno tych marketowych jak i np Trekach. I co? Tęskniłem do tej pozycji, wielkości, estetyki, praktyczności i bezawaryjności "holendra":) Ale w końcu po wielu latach udało mi sie kupić takiego "klasyka" i od tej pory jeszcze bardziej zachciało mi się jeździć :) I nie ma to nic wspólnego z jakąś modą czy "snobizmem". Po prostu te rowery są niesamowite. Zresztą wielu znajomych z "średniego pokolenia"(a także ich dzieci) przesiadło sie już na "holendry" zaliczając po drodze kilka rowerów i wszyscy mają podobne odczucia :) Pozdrawiam Wszystkich.

hmmmm

Nie wiem jakie Wy macie wrażenie, ale moim zdaniem pisząca ten "artykuł" osoba najchętniej by nas odstrzeliła. jak my smiemy być zadowoleni z naszych rowerów??? jakim cudem jesteśmy w stanie na nich jeździć??? A do tego wszystkiego nie wiem jakim cudem jeszcze nie wpadłam pod samochód, bo przecież holender przyciaga wypadki. Naze bezpieczeństwo zależy od tego jak jeździmy i od ogólnej kultury na drogach. A wtym przypadku rodzaj ramy nie ma znaczenia.
Nie chciałabym źle życzyć temu Panu, ale ciekawa jestem kiedy pęknie mu rama od super wypasionego roweru. I chciałbym zobaczyć jak wybiera sie z wybranką swojego serca na piknik i nie ma jak zabrać kosza z jedzeniem...
Owszem rower terenowy na jazdy terenowe. Czemu nie??? Jestem za... ale specjalizacja to specjalizacja... Ja jeżdżę moją ukochaną "Żyrafą" a jak będę potrzebować pojeździć po bołcie to jakoś to załatwię:)

Holendry górą!!!!!!!!!!

Puliniak

Hej! Podpisuję się pod

Hej!
Podpisuję się pod tym, co napisali przedpiszący!
Długo nie wrócę do roweru górskiego! Polubiłem bardzo mojego Batavusa i jestem zadowolony z tego, że jest taki, jaki jest: przygotowany pod każdym względem do jazdy w mieście! Więcej mi nie potrzeba. Ze względu na operację oka - w terenie i tak jeździć nie mogę. A w miescie? Ma dwa porządne hamulce, wytrzymałą konstrukcję, odpowiednie zabezpieczenia przed wodą, wciagnięcie w szprychy części garderoby, wygodne siodełko, pojemny koszyk, kompletne oświetlenie, styl i duszę, której brakuje współczesnym, nowoczesnym rowerkom.

Szkoda że się nie podpisał albo nie zostawił maila...

Ja myślałem że moja szczelna osłona na łańcuch ma chronić łańcuch a nie garderobę, ale luz. Z tego co ja wiem to mój Holender jest wyjątkowy bo nie ma biegów a większość Holendrów ma. Ciekawe ile trzeba trenować żeby przejechać takim góralem 100km na raz i żeby nic nie bolało owego rowerzysty-specjalisty... Poza tym koleś chyba nie wie do końca co to jest zmęczenie materiału i nie wiem dlaczego uważa że góral za 300 zł jest lepszy od Holendra za 200 zł, ja mojego kupiłem za 150 i jestem pewny że nic nie będę musiał wymieniać przez parę dobrych lat mimo że ma już te swoje 30 albo więcej. Wymiana dętki godzinę? chyba łącznie z klejeniem, w góralu mniej niż 5 minut - bez komentarza... (poza tym ile razy wymienialiście dętkę w swoim Holendrze? - ja z tyłu tylko raz i była godzina, ale z klejeniem i to w warunkach polowych, w lesie, pod drzewem)
Oświetlenie? Lampki diodowe są widoczne ale nie oświetlają drogi, tradycyjne za to są ekologiczne z wiadomego powodu, a zawodność? - ja mam zamiar zainwestować w piastę z dynamem i nie martwić się o nic :)
Tak czy inaczej ten typ jest kretynem i nie rozumie "języka Holendrów".
______________________
KOCHAJMY HOLENDRY!

Jeszcze raz przeczytałem

Jeszcze raz przeczytałem dyskutowany tu artykuł i szczerze muszę powiedzieć, nie wiem o jakim rowerze autor pisze. Może pomulił "holendra" z jakąś starą "ukrainą"? Ja w swoim Batavusie mam przerzutki (skąd wziął informację, że w holendrach i ch nie ma?) i to wystarczające na wszystkie krakowskie ulice. Mam dwa porządne hamulce bębnowe działające niezawodnie (w przeciwieństwie do "góralskich") w każdych warunkach pogodowych. Nie mam pojęcia, co autor miał na mysli mówiąc o hamulacach w pedałach. Ostatni raz takie widziałem w moim starym wigry-3. Oświetlenie? W zupełności wystarczające w warunkach miejskiego oświetlenia ulic. Na drogach bez lamp ulicznych także dobrze się sprawdzające, tym bardziej, że mój Batavus ma odblaski, gdzie tylko sie da, nawet w kierownicy. Autor wspomina, że na holendrze nie da się ruszyć z miejsca, nie chwiejąc się na boki, co grozi potrąceniem przez tira. Znacznie bardziej się chwiałem na "góralu" mając głowę między nogami, niz na moim holendrze z odpowiednio ustawioną przerzutką. Podsumowując: jeśli autor artykułu w ogóle widział holendra, to napewno nim nie jechał. Rower holenderski został zaprojektowany jako rower miejski i jako taki spisuje się w warunkach krakowskich bez zarzutu. Jesłi autor miał zamiar niim uprawiać down-hill to rzeczywiście ma prawo poczuć się cokolwiek zawiedziony.
Jeszcze jedno: nie jeestem modną dziewczyną i nie kupiłem holendra ze względu na modę. Wymusiła to niejako wada mojego wzroku i jeżeli holender stał się częścią mojego stylu życia, to nie z powodów koniunkturalnych. A że holender to styl zycia, to inna sprawa. Rowery holenderskie to też pewnego rodzaju filozofia, sposób rozumienia ruchu miejskiego i miejsca w nim dla rowerów.



OKAPY KUCHENNE - torebki - przeprowadzki łódź - reliance india call - Tapety i kobiety na pulpit