Rozważania, czyli co ja tu robię

W tym towarzystwie jestem nieco nietypowy. Wprawdzie podobają mi się Holendry ale nie mam takiego roweru. (może na razie).
Jednak jeszcze bardziej podoba mi się idea jawnego dostrzegania charakteru (duszy) dwukołowca w powiązaniu z kulturą społeczności, która zespół cech bicykla wytworzyła, ugruntowała i swoje przymioty manifestuje w masowo produkowanym przedmiocie użytkowym.

Można powiedzieć, że mają swoją rasę rowerów Anglicy, Niemcy, Francuzi, Azja bliska i daleka.
My nie.
Pomijam Łucznika - to niestety już tylko historia.
My dopiero dorastamy do naszego "Volkswagena" (w wersji napędzanej nogami oczywiście)
To fajne hobby bawić się Holendrami, fajnie mieć amerykański samochód ze skrzydełkami z lat 60-tych, jednak to nie to, o co nam w gruncie rzeczy chodzi.
Jedno i drugie jest u nas miłą ciekawostką ale jedno i drugie nie zaistnieje w naszych warunkach tak samo, jak tam, gdzie się urodziło.
Kangur i Sarna są odpowiednikami ekologicznymi ale miejsce Kangura jest w Australii a Sarny u nas, odwrotnie przeżyją tylko w zoo.

Widzę na ulicach Krakowa panie toczące się z brzękiem i zgrzytem stalowych felg na oponach - flakach, na pogiętych, dużych kołach, po ostrych krawężnikach, z zagiętymi w tył widelcami (efekt opóźnionego działania hamulca torpedo). Z trudem przeciskają się między murem a zaparkowanymi za głęboko samochodami, poganiane przez szybciej idących pieszych.

Dwa czynniki wprowadziły te pojazdy na nasze "drogi": cena i moda.
Czy dzielne panie będą dalej jeździć na rowerze do pracy i szkoły, kiedy moda przeminie a przyjdzie zapłacić za wymianę jakiejś części więcej, niż kosztował rower?

Do czego zmierzam - Holender jest umiłowaną zabawką smakoszy Holendrów, jak Wy, ale nie liczmy, że jest nadzieją na masową komunikację Polaków.
Najwyższy czas na naszego "Volkswagena" wśród jednośladów.
Wygląda na to, że gospodarka już dojrzała do tego, żeby wytworzyć tanio solidny, prosty rower. Teraz pytanie, czy dojrzała kultura estetyczna i techniczna przeciętnego konsumenta?

Za następnym posiedzeniem napiszę, dlaczego jednak nie Holender i ujawnię kilka konstruktywnych myśli na temat, co zamiast.

A zanim nastąpi ciąg

A zanim nastąpi ciąg dalszy Twojej polemiki (jeśli nastąpi), mam pytanie: jakie widzisz szanse na to, by Polski rower stał się atrakcyjniejszy dla konsumenta od rowerów marek z ponad 100 letnią tradycją? Mówię o konsumencie, który świadomie szuka roweru do miasta i nie zadowoli go Chiński pseudo góral z hipermarketu.